Nie wiem nawet od czego tutaj zacząć .. niech będzie tak...
PRZEPRASZAM NAJMOCNIEJ NA ŚWIECE ZA TO JAKA JESTEM BEZNADZIEJNA, MOŻECIE MNIE ZNIENAWIDZIĆ I POSŁAĆ W DIABŁY.
Tak to całkiem niezły początek.
Więc jak sie już niektórzy domyślili.. oczywiście chodzi mi o moje obietnice.
-już będę wstawiać wszystko regularnie
-w następną sobotę nowy rozdział
i tak dalej c'nie..
No więc wiem, że to było niefajne z mojej strony.
Wiem i sama tego nie lubię, że nie lubicie tłumaczeń typu "pies mi zjadł laptopa"..
JEDNAK
Ja postanowiłam to wytłumaczyć:
-moja babcia nie jest w zbyt rewelacyjnym stanie i chcę spędzać z nią jak najwięcej czasu
-kiedy jeszcze chodziłam do szkoły po prostu ogrom zaliczeń
-kiedy w końcu chciałam tutaj wejść zapomniałam hasła.. z resztą do tej pory go nie znam, jestem zalogowana automatycznie tutaj u cioci i stąd właśnie pisze
JEŻELI
cie nie przekonałam na to cóż, mówi sie trudno..
Oczywiście zależy mi na tym żeby ktokolwiek to czytał jednak nic na siłę :)
NO WIĘC
Teraz mogę sie zadeklarować wszem i wobec, że w te oto wakacje 2014 roku będę już regularnie wstawiać rozdziały! :)
ALE
Zacznijmy od tego, że muszę najpierw kolejny napisać, ponieważ przez przypadek usunęłam aplikacje w której miałam kolejne trzy rozdziały... ;_;
NO WIĘC JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM Z CAŁEGO MOJEGO NĘDZNEGO SERDUSZKA I ZAPRASZAM DO CZYTANIA HM.. MAX ZA TYDZIEŃ :)
ILY XX
niedziela, 6 lipca 2014
sobota, 24 maja 2014
04
ROZDZIAŁ 04
Kiedy otworzyłam drzwi wyjściowe przede mną stał mężczyzna od liściku.
Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam co on tutaj robi.
-Witaj Caroline. -Powiedział formalnie.
-Am..Cześć?- Podniosłam jedną brew do góry.- Co tutaj robisz?- Byłam bardzo zdziwiona.
Przecież to nie mógł być przypadek.
-Przyszedłem Ci potowarzyszyć. -Wzruszył lekko ramionami.
W tym czasie wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz.
-Jak widzisz, wychodzę. -Miałam nadzieję, że odpuści i odejdzie.
-W takim razie przejdziemy się. -Tak. Właśnie potwierdziło się stwierdzenie, że nadzieja jest matką głupich.
-Nie dziękuję. Poradzę sobie sama.- Ruszyłam przed siebie. Nie miałam ochoty z nim przebywać. On cały był strasznie dziwny. Nie mówiąc już o tym, że nic o nim nie wiedziałam a on był już hm.. w mojej pracy, pod moim domem. To jest C H O R E. -Odczep się ode mnie- Rzuciłam niezbyt pewnym siebie tonem.
On nic nie odpowiedział. Czułam, że mi się przygląda. Usłyszałam kroki i domyśliłam się, że za mną idzie.
-Dlaczego mnie śledzisz? - Odwróciłam się do niego z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
Staliśmy centymetry od siebie. Chłopak jedynie się uśmiechał pod nosem.
-Nie śledzę Cię. -Odpowiedział trochę rozbawiony. -Ja po prostu idę za Tobą... -Przewróciłam oczami.
-Chodzi mi w ogóle!- Podniosłam nieświadomie głos. -Wiesz gdzie pracuje, gdzie mieszkam! To nie jest normalne tak dla Twojej informacji!
-I co z tego? -Uśmiechnął się. Zagotowało się w mnie. Zwyczajnie mnie irytował. Ten jego cwaniacki uśmieszek.. Ugh! -Caroline, uspokój się. -Powiedział trochę hm.. drwiąco? Czy już wspominałam, że mnie wkurza? Tak? To pewnie usłyszysz to jeszcze z pierdyliard razy jeżeli on się ode mnie nie odczepi.
-Uspokoić? Żartujesz.. prawda? -Zaśmiałam się ironicznie.
-Nie śledziłem Ciebie.. Co prawda szedłem za Twoim...- skrzywił się- ...chłopakiem -Zacisnął usta w cienką linie. -Ale to z czystej ciekawości gdzie pracujesz - Puścił mi oczko- A pod Twój dom trafiłem przez czysty przypadek. -Wzruszył ramionami.
Zmarszczyłam brwi, ponieważ nic nie rozumiałam. Że niby przez głupi przypadek trafił akurat pod mój dom z setek tysięcy innych? Uważajcie bo uwierzę.
-Jak przez przypadek? -Podeszłam bliżej. Patrzył na mnie i nawet nie mrugnął. Nie wiem jak tak można, przecież to oczy bolą,.
-Normalnie, przejeżdżałem tutaj i zobaczyłem, że stąd wychodzisz. No to co? Przecież nie spieprzyłbym takiej okazji. -Przygryzł dolną wargę.
A ja mu zaraz tutaj dam okazję! A co ja jestem?! Produkt na półce w sklepie? No przysięgam, że chyba nikt mnie tak nie denerwuje jak on..
-Jesteś jakiś psychiczny? Masz jakieś zaburzenia? -Zapytałam całkowicie poważnie a on się zaśmiał.
Myślałam, że zaraz wyjdę z siebie i stanę obok.
-Nie. Po prostu mi się podobasz... no i nie zapominaj, że jesteś moja. -Szepnął mi do ucha.
Wzdrygnęłam się. Kolejny dowód, że chyba jestem dla niego towarem z supermarketu.
-Nadal chcę żebyś mnie zostawił. -Powiedziałam chłodnym głosem i odwróciłam się do niego plecami. Ruszyłam w kierunku wcześniej wyznaczonym.
-To, że czegoś chcesz nie znaczy, że to dostaniesz. -Powiedział leniwie idąc obok mnie. -Więc gdzie idziemy? Hm? -Przeciągnął się.
-Ja do sklepu a natomiast Ty w swoją własną stronę. -Popchnęłam go lekko w ramię.
-Ty na prawdę jesteś uparta. -Pokręcił głową. -Ale ja jestem na Twoje nieszczęście oczywiście bardziej uparty. -Westchnęłam z rezygnacją i szłam dalej.
-Nie wiem czego Ty ode mnie oczekujesz. -Pokręciłam głową.- Z resztą i tak mnie masz na co liczyć. -Zdecydowanie już się uspokoiłam. Patrzyłam przed siebie a on znów się zaśmiał ale nic nie odpowiedział.
~~~~~~~
Dalszą drogę przebyliśmy bez słowa. W takich momentach facet był nawet znośny chociaż i tak irytował mnie tym, że ciągle mi się przyglądał.
Kiedy weszłam do sklepu, chłopak zniknął gdzieś za regałami. Zbytnio się tym nie przejęłam szczerze mówiąc. Właściwie to miałam taką cichą nić nadziei, że może zrezygnował i sobie poszedł. Chodząc po całym sklepie wybrałam cały koszyk produktów i nie spotkałam go. W końcu podeszłam do kasy z o wiele lepszych humorem. Niestety moje dobre nastawienie nie trwało zbyt długo. Kiedy kasjerka kasowała ostatnie produkty, obok mnie stanął chłopak.
-Już myślałam, że dałeś sobie sobie spokój. -Przewróciłam oczami.
-Myślałem, że się stęskniłaś a ty co.. -Uśmiechnął się a ja pokręciłam głową z niedowierzaniem.
Kobieta dała mi parę reklamówek które facet szybko wziął i spakował do nich rzeczy. Chciałam chwycić torby i wrócić do domu w spokoju jednak ten zabrał mi zakupy i się uparł, że będzie je niósł bo "jest gentlemanem"..
Wracając do domu nie odzywaliśmy się do siebie mimo, że czułam na sobie jego wzrok nie zamierzałam nawet tego komentować.
Po kilkunastu minutach doszliśmy pod mój dom.
- Nie myśl, że Cię zaproszę.. -Zabrałam mu szybko zakupy.
On tylko skinął lekko głową i lustrował mnie wzrokiem.
-Mam do Ciebie tylko prośbę.. -Spojrzał na mnie poważnie. -Uważaj na siebie i.. zamykaj te cholerne drzwi. -Oniemiałam.
Kiedy usłyszałam jego słowa.. Na prawdę się zdziwiłam. Czy on mówił mi to tylko po to żebym się wystraszyła ? Bo raczej mu się to udało. Od razu pomyślałam o nocy jak.. ktoś był u mnie w domu. Chociaż on nie wyglądał na takiego co w danym momencie żartuje.
Udałam, że jestem nadzwyczaj opanowana i spokojnie przytaknęłam. Bez słowa pożegnania zaczęłam zamykać za sobą drzwi ale na chwilę się odwróciłam.
-Am.. Jak Ty w ogóle masz na imię? -Spojrzałam na niego jak odchodzi.
-Harry. -Powiedział z lekkim uśmiecham kiedy się odwrócił.
Puścił oczko i odszedł.
Weszłam do domu.
Położyłam reklamówki na blacie w kuchni i wyjęłam z niej zakupy po czym schowałam je w odpowiednie miejsca. Wzięłam do ręki dopiero co umyte jabłko i zaczęłam je jeść. Do głowy zaczęły mi napływać dziesiątki myśli.
Może to on był wtedy w domu? Może to on przeniósł mnie do łóżka? Ale po co? Co on ma z tego?
Nie mogłam przestać się martwić.
~~~~~~
Po kilku minutach wyrzuciłam do kosza ogryzka i poszłam do siebie do pokoju. Zdecydowanie nie mogłam zmarnować wolnego dnia a szczególnie na myśli o nim. O Harry.
Postanowiłam posprzątać w pokoju.
Sortowanie ubrań od tych co nie nosiłam od lat do tych ulubionych zajęło mi ponad godzinę. Nie mam ich dużo. Tak wiem, tak mówi każda dziewczyna ale ja serio nie mam ich dużo. Nie jestem fanką zakupów. Nie potrafię chodzić bo sklepach i przeszukiwać wieszaków w poszukiwaniu rzeczy która jest cholernie droga.
A wracając do tematu to reszta sprzątania czyli wytarcie kurzy, odkurzenie i takie tam bzdety zajęły mi.. oh nawet sama nie wiem. Na pewno było to parę ładnych godzin. Zwłaszcza, że co chwilę słyszałam jakby ktoś wchodził do mojego mieszkania i średnio co 15 minut robiłam obchód domu z patelnią. Tak serio. Chodziłam jak ostatnia idiotka po pustym domu...
No więc była już godzina 22. Z uwagi na to, że Billy miał być za jakieś dwie godziny.. stwierdziłam, że zrobię mu coś do jedzenia. Wiem, pracujemy w barze z kebabami ale uwierz mi. Mnie się to już przejadło po dobrym tygodniu...
~~~~~~
Usłyszałam pukanie do drzwi. Idąc cicho w ich kierunku po drodze chwyciłam patelnię. Otworzyłam szybko drzwi i się zamachnęłam.
-Wooow maleńka spokojnie -Zaśmiał się trochę przerażony Billy.
-Boże.. Przepraszam Cię.. Cały dzień mam wrażenie, że ktoś jest w domu.. -Spuściłam głowę i wpuściłam go do środka.
-Spoko -Uśmiechnął się.
-Chodź. Właśnie skończyłam robić Ci kolacje - poszłam do kuchni po talerz i położyłam zapiekanki na stole w salonie. Mój przyjaciel przytulił mnie mocno i zabrał się za jedzenie.
-Dzięki. Nie musiałaś ale miło, że zrobiłaś -Zrobił kolejnego gryza.
-Nie ma za co. To tu jesteś zawsze przy mnie kiedy Cię potrzebuję więc te kilka zapiekanek to nic. -Wzruszyłam ramionami.
~~~~~~
Do około pierwszej rozmawialiśmy o jakiś głupotach ale co chwilę rozważałam opcję opowiedzenia Billyemu wszystkiego.. o restauracji.. o Harrym.
Zerknęłam na niego niepewnie.
- Co jest? -Zmarszczył czoło.
-Am.. Ja. Ja sama nie wiem.. -Patrzyłam się na swoje dłonie. - Bo jak byliśmy w tej restauracji.. No wiesz. W moje urodziny.. -Kiwnął głową, że rozumie. -Jak wyszedłeś do toalety dostałam karteczkę od pewnego faceta. Ogólnie..
-Co było na niej napisane? Numer telefonu? - Przerwał mi.
-Daj dokończyć - uśmiechnęłam się lekko.
-Okej, Przepraszam. -Zmienił pozycję
-No więc ogólnie to ją zignorowałam. No i jak Ty byłeś zapłacić za kolację to.. on. To ja go spotkałam przy łazience. Trochę mnie przeraził ale chwilę później poszedł więc.. Stwierdziłam, że to nic takiego. -Wzruszyłam ramionami wpatrzona w podłogę. Kiedy wszystko mówiłam przed oczami miałam każdy detal z zaistniałych wcześniej sytuacji. - Później. Kilka dni. Widziałam go jak biegałam..
to znaczy wiem, że to był przypadek. On nie mógł wiedzieć gdzie ja zawsze biegam -Zaśmiałam się lekko. Chciałam udać, że mało mnie to obchodzi co mówię. -Potem.. Przyszedł do mnie do pracy. Tak po po prostu. Zachowywał się jakby to była norma i wpadł na pogawędkę ze starą przyjaciółką.. I.. i dzisiaj też go widziałam. Jak chciałam iść do sklepu to on.. on tu był i ja i ja z nim poszłam.. -Łza bezradności spłynęła po moim policzku.
-On Ci coś zrobił?! -Zapytał zdenerwowany Billy.
Pokręciłam przecząco głową i kontynuowałam.
-Zwyczajnie poszliśmy do sklepu.. Ale kiedy odprowadził mnie z powrotem. Przestrzegł mnie.. Żebym uważała.. i zamykała drzwi.. -przytuliłam się do przyjaciela. - Ja wiem, że on wydaje się być niegroźny ale czuję się taka.. bezradna i skołowana. Boję się, że on jest jakimś chorym psychicznie facetem.. Że to właśnie on był wtedy u mnie w domu i.. -Po skórze leciały kolejne słone łzy.
-Ciii. Spokojnie skarbie. On Ci nic nie zrobi. Będę przy tobie cały czas i nic się nie stanie.
-Ty? N-nie możesz.. On myśli, że ja i Ty.., że jesteśmy razem i .. co jak on jest niebezpieczny i coś Ci zrobi- Pokręciłam głową.
-Cicho maleńka. - Cmoknął mnie w czoło.- Myślę, że to był męczący dzień dla Ciebie. Chodź na górę. Pójdziesz spać a ja będę siedział przy tobie całą noc.
Wstaliśmy i tak jak mówił. Ja zasnęłam w łóżku a on przy mnie siedział.
~~~~~~~~~~
Kolejne dni minęły spokojnie. Przez cały tydzień Billy nocował u mnie. Chciał żebym czuła się bezpiecznie. Oczywiście mówiłam mu, że wszystko jest okej jednak nie chciał się mnie słuchać. Dzisiaj jesteśmy razem w pracy. Jest poniedziałek czyli najbardziej zapracowany dzień tygodnia. Nie wiem czy Ci ludzie tak się zawszę zdążą stęsknić za kawałkiem bułki z mięsem i surówką przez dwa dni wolnego czy co.. No w każdym razie zawsze w każdy pierwszy dzień tygodnia bar jest oblegany. Dlatego w poniedziałki mamy półgodzinną przerwę o 17. Aktualnie zostało nam 5 minut przerwy. I tak chyba dla zepsucia humoru właśnie weszła Dana.
-Dzień dobry. -Rzuciła surowym tonem. -Jak wiecie w te wakacje zlituję się i będziecie mieli wolne. Przyszłam żeby wam powiedzieć, że Kebab zamykamy w w następny poniedziałek. Życzę wam udanych i bezwypadkowych wakacji bo nie mam zamiaru szukać na wasze miejsca zastępców. Złamiecie sobie coś? Wasza sprawa i wasz interes w tym jak tutaj dotrzecie. A więc żegnam was. -Wyszła z trzaskiem.
-Nie ma co. Jej zaletą jest szczerość -Pokręcił głową Billy.
Zaśmiałam się głośno.
-Więc za tydzień mamy wolne! -Uśmiechnęłam się i przybiliśmy sobie piątki.
________________________________________________________________________
NO HEJ :) JAKIMŚ CUDEM SIĘ WYROBIŁAM XX.
NO CÓŻ. MYŚLĘ, ŻE W NASTĘPNYM ROZDZIALE POJAWI SIĘ JUŻ SPORO HARREGO :)
MAM OGROMNĄ NADZIEJĘ, ŻE NIKOGO Z WAS NIE ZAWIODŁAM I NIE ZAWIODĘ.
OCZYWIŚCIE JAK ZA KAŻDYM RAZEM LICZĘ, ŻE NAPISZECIE MI CO SĄDZICIE O MOICH WYPOCINACH W KOMENTARZACH LUB CHOCIAŻ NA MOIM TT ---> @FanStranger :)
JEŻELI MASZ TWITTERA TO PROSZĘ, PODPISZ SIĘ NIM JEŻELI CHCESZ DAĆ KOMENTARZ :)
***CHCESZ BYĆ INFORMOWANY? ŚMIAŁO, NAPISZ W KOMENTARZU :)***
Kiedy otworzyłam drzwi wyjściowe przede mną stał mężczyzna od liściku.
Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam co on tutaj robi.
-Witaj Caroline. -Powiedział formalnie.
-Am..Cześć?- Podniosłam jedną brew do góry.- Co tutaj robisz?- Byłam bardzo zdziwiona.
Przecież to nie mógł być przypadek.
-Przyszedłem Ci potowarzyszyć. -Wzruszył lekko ramionami.
W tym czasie wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz.
-Jak widzisz, wychodzę. -Miałam nadzieję, że odpuści i odejdzie.
-W takim razie przejdziemy się. -Tak. Właśnie potwierdziło się stwierdzenie, że nadzieja jest matką głupich.
-Nie dziękuję. Poradzę sobie sama.- Ruszyłam przed siebie. Nie miałam ochoty z nim przebywać. On cały był strasznie dziwny. Nie mówiąc już o tym, że nic o nim nie wiedziałam a on był już hm.. w mojej pracy, pod moim domem. To jest C H O R E. -Odczep się ode mnie- Rzuciłam niezbyt pewnym siebie tonem.
On nic nie odpowiedział. Czułam, że mi się przygląda. Usłyszałam kroki i domyśliłam się, że za mną idzie.
-Dlaczego mnie śledzisz? - Odwróciłam się do niego z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
Staliśmy centymetry od siebie. Chłopak jedynie się uśmiechał pod nosem.
-Nie śledzę Cię. -Odpowiedział trochę rozbawiony. -Ja po prostu idę za Tobą... -Przewróciłam oczami.
-Chodzi mi w ogóle!- Podniosłam nieświadomie głos. -Wiesz gdzie pracuje, gdzie mieszkam! To nie jest normalne tak dla Twojej informacji!
-I co z tego? -Uśmiechnął się. Zagotowało się w mnie. Zwyczajnie mnie irytował. Ten jego cwaniacki uśmieszek.. Ugh! -Caroline, uspokój się. -Powiedział trochę hm.. drwiąco? Czy już wspominałam, że mnie wkurza? Tak? To pewnie usłyszysz to jeszcze z pierdyliard razy jeżeli on się ode mnie nie odczepi.
-Uspokoić? Żartujesz.. prawda? -Zaśmiałam się ironicznie.
-Nie śledziłem Ciebie.. Co prawda szedłem za Twoim...- skrzywił się- ...chłopakiem -Zacisnął usta w cienką linie. -Ale to z czystej ciekawości gdzie pracujesz - Puścił mi oczko- A pod Twój dom trafiłem przez czysty przypadek. -Wzruszył ramionami.
Zmarszczyłam brwi, ponieważ nic nie rozumiałam. Że niby przez głupi przypadek trafił akurat pod mój dom z setek tysięcy innych? Uważajcie bo uwierzę.
-Jak przez przypadek? -Podeszłam bliżej. Patrzył na mnie i nawet nie mrugnął. Nie wiem jak tak można, przecież to oczy bolą,.
-Normalnie, przejeżdżałem tutaj i zobaczyłem, że stąd wychodzisz. No to co? Przecież nie spieprzyłbym takiej okazji. -Przygryzł dolną wargę.
A ja mu zaraz tutaj dam okazję! A co ja jestem?! Produkt na półce w sklepie? No przysięgam, że chyba nikt mnie tak nie denerwuje jak on..
-Jesteś jakiś psychiczny? Masz jakieś zaburzenia? -Zapytałam całkowicie poważnie a on się zaśmiał.
Myślałam, że zaraz wyjdę z siebie i stanę obok.
-Nie. Po prostu mi się podobasz... no i nie zapominaj, że jesteś moja. -Szepnął mi do ucha.
Wzdrygnęłam się. Kolejny dowód, że chyba jestem dla niego towarem z supermarketu.
-Nadal chcę żebyś mnie zostawił. -Powiedziałam chłodnym głosem i odwróciłam się do niego plecami. Ruszyłam w kierunku wcześniej wyznaczonym.
-To, że czegoś chcesz nie znaczy, że to dostaniesz. -Powiedział leniwie idąc obok mnie. -Więc gdzie idziemy? Hm? -Przeciągnął się.
-Ja do sklepu a natomiast Ty w swoją własną stronę. -Popchnęłam go lekko w ramię.
-Ty na prawdę jesteś uparta. -Pokręcił głową. -Ale ja jestem na Twoje nieszczęście oczywiście bardziej uparty. -Westchnęłam z rezygnacją i szłam dalej.
-Nie wiem czego Ty ode mnie oczekujesz. -Pokręciłam głową.- Z resztą i tak mnie masz na co liczyć. -Zdecydowanie już się uspokoiłam. Patrzyłam przed siebie a on znów się zaśmiał ale nic nie odpowiedział.
~~~~~~~
Dalszą drogę przebyliśmy bez słowa. W takich momentach facet był nawet znośny chociaż i tak irytował mnie tym, że ciągle mi się przyglądał.
Kiedy weszłam do sklepu, chłopak zniknął gdzieś za regałami. Zbytnio się tym nie przejęłam szczerze mówiąc. Właściwie to miałam taką cichą nić nadziei, że może zrezygnował i sobie poszedł. Chodząc po całym sklepie wybrałam cały koszyk produktów i nie spotkałam go. W końcu podeszłam do kasy z o wiele lepszych humorem. Niestety moje dobre nastawienie nie trwało zbyt długo. Kiedy kasjerka kasowała ostatnie produkty, obok mnie stanął chłopak.
-Już myślałam, że dałeś sobie sobie spokój. -Przewróciłam oczami.
-Myślałem, że się stęskniłaś a ty co.. -Uśmiechnął się a ja pokręciłam głową z niedowierzaniem.
Kobieta dała mi parę reklamówek które facet szybko wziął i spakował do nich rzeczy. Chciałam chwycić torby i wrócić do domu w spokoju jednak ten zabrał mi zakupy i się uparł, że będzie je niósł bo "jest gentlemanem"..
Wracając do domu nie odzywaliśmy się do siebie mimo, że czułam na sobie jego wzrok nie zamierzałam nawet tego komentować.
Po kilkunastu minutach doszliśmy pod mój dom.
- Nie myśl, że Cię zaproszę.. -Zabrałam mu szybko zakupy.
On tylko skinął lekko głową i lustrował mnie wzrokiem.
-Mam do Ciebie tylko prośbę.. -Spojrzał na mnie poważnie. -Uważaj na siebie i.. zamykaj te cholerne drzwi. -Oniemiałam.
Kiedy usłyszałam jego słowa.. Na prawdę się zdziwiłam. Czy on mówił mi to tylko po to żebym się wystraszyła ? Bo raczej mu się to udało. Od razu pomyślałam o nocy jak.. ktoś był u mnie w domu. Chociaż on nie wyglądał na takiego co w danym momencie żartuje.
Udałam, że jestem nadzwyczaj opanowana i spokojnie przytaknęłam. Bez słowa pożegnania zaczęłam zamykać za sobą drzwi ale na chwilę się odwróciłam.
-Am.. Jak Ty w ogóle masz na imię? -Spojrzałam na niego jak odchodzi.
-Harry. -Powiedział z lekkim uśmiecham kiedy się odwrócił.
Puścił oczko i odszedł.
Weszłam do domu.
Położyłam reklamówki na blacie w kuchni i wyjęłam z niej zakupy po czym schowałam je w odpowiednie miejsca. Wzięłam do ręki dopiero co umyte jabłko i zaczęłam je jeść. Do głowy zaczęły mi napływać dziesiątki myśli.
Może to on był wtedy w domu? Może to on przeniósł mnie do łóżka? Ale po co? Co on ma z tego?
Nie mogłam przestać się martwić.
~~~~~~
Po kilku minutach wyrzuciłam do kosza ogryzka i poszłam do siebie do pokoju. Zdecydowanie nie mogłam zmarnować wolnego dnia a szczególnie na myśli o nim. O Harry.
Postanowiłam posprzątać w pokoju.
Sortowanie ubrań od tych co nie nosiłam od lat do tych ulubionych zajęło mi ponad godzinę. Nie mam ich dużo. Tak wiem, tak mówi każda dziewczyna ale ja serio nie mam ich dużo. Nie jestem fanką zakupów. Nie potrafię chodzić bo sklepach i przeszukiwać wieszaków w poszukiwaniu rzeczy która jest cholernie droga.
A wracając do tematu to reszta sprzątania czyli wytarcie kurzy, odkurzenie i takie tam bzdety zajęły mi.. oh nawet sama nie wiem. Na pewno było to parę ładnych godzin. Zwłaszcza, że co chwilę słyszałam jakby ktoś wchodził do mojego mieszkania i średnio co 15 minut robiłam obchód domu z patelnią. Tak serio. Chodziłam jak ostatnia idiotka po pustym domu...
No więc była już godzina 22. Z uwagi na to, że Billy miał być za jakieś dwie godziny.. stwierdziłam, że zrobię mu coś do jedzenia. Wiem, pracujemy w barze z kebabami ale uwierz mi. Mnie się to już przejadło po dobrym tygodniu...
~~~~~~
Usłyszałam pukanie do drzwi. Idąc cicho w ich kierunku po drodze chwyciłam patelnię. Otworzyłam szybko drzwi i się zamachnęłam.
-Wooow maleńka spokojnie -Zaśmiał się trochę przerażony Billy.
-Boże.. Przepraszam Cię.. Cały dzień mam wrażenie, że ktoś jest w domu.. -Spuściłam głowę i wpuściłam go do środka.
-Spoko -Uśmiechnął się.
-Chodź. Właśnie skończyłam robić Ci kolacje - poszłam do kuchni po talerz i położyłam zapiekanki na stole w salonie. Mój przyjaciel przytulił mnie mocno i zabrał się za jedzenie.
-Dzięki. Nie musiałaś ale miło, że zrobiłaś -Zrobił kolejnego gryza.
-Nie ma za co. To tu jesteś zawsze przy mnie kiedy Cię potrzebuję więc te kilka zapiekanek to nic. -Wzruszyłam ramionami.
~~~~~~
Do około pierwszej rozmawialiśmy o jakiś głupotach ale co chwilę rozważałam opcję opowiedzenia Billyemu wszystkiego.. o restauracji.. o Harrym.
Zerknęłam na niego niepewnie.
- Co jest? -Zmarszczył czoło.
-Am.. Ja. Ja sama nie wiem.. -Patrzyłam się na swoje dłonie. - Bo jak byliśmy w tej restauracji.. No wiesz. W moje urodziny.. -Kiwnął głową, że rozumie. -Jak wyszedłeś do toalety dostałam karteczkę od pewnego faceta. Ogólnie..
-Co było na niej napisane? Numer telefonu? - Przerwał mi.
-Daj dokończyć - uśmiechnęłam się lekko.
-Okej, Przepraszam. -Zmienił pozycję
-No więc ogólnie to ją zignorowałam. No i jak Ty byłeś zapłacić za kolację to.. on. To ja go spotkałam przy łazience. Trochę mnie przeraził ale chwilę później poszedł więc.. Stwierdziłam, że to nic takiego. -Wzruszyłam ramionami wpatrzona w podłogę. Kiedy wszystko mówiłam przed oczami miałam każdy detal z zaistniałych wcześniej sytuacji. - Później. Kilka dni. Widziałam go jak biegałam..
to znaczy wiem, że to był przypadek. On nie mógł wiedzieć gdzie ja zawsze biegam -Zaśmiałam się lekko. Chciałam udać, że mało mnie to obchodzi co mówię. -Potem.. Przyszedł do mnie do pracy. Tak po po prostu. Zachowywał się jakby to była norma i wpadł na pogawędkę ze starą przyjaciółką.. I.. i dzisiaj też go widziałam. Jak chciałam iść do sklepu to on.. on tu był i ja i ja z nim poszłam.. -Łza bezradności spłynęła po moim policzku.
-On Ci coś zrobił?! -Zapytał zdenerwowany Billy.
Pokręciłam przecząco głową i kontynuowałam.
-Zwyczajnie poszliśmy do sklepu.. Ale kiedy odprowadził mnie z powrotem. Przestrzegł mnie.. Żebym uważała.. i zamykała drzwi.. -przytuliłam się do przyjaciela. - Ja wiem, że on wydaje się być niegroźny ale czuję się taka.. bezradna i skołowana. Boję się, że on jest jakimś chorym psychicznie facetem.. Że to właśnie on był wtedy u mnie w domu i.. -Po skórze leciały kolejne słone łzy.
-Ciii. Spokojnie skarbie. On Ci nic nie zrobi. Będę przy tobie cały czas i nic się nie stanie.
-Ty? N-nie możesz.. On myśli, że ja i Ty.., że jesteśmy razem i .. co jak on jest niebezpieczny i coś Ci zrobi- Pokręciłam głową.
-Cicho maleńka. - Cmoknął mnie w czoło.- Myślę, że to był męczący dzień dla Ciebie. Chodź na górę. Pójdziesz spać a ja będę siedział przy tobie całą noc.
Wstaliśmy i tak jak mówił. Ja zasnęłam w łóżku a on przy mnie siedział.
~~~~~~~~~~
Kolejne dni minęły spokojnie. Przez cały tydzień Billy nocował u mnie. Chciał żebym czuła się bezpiecznie. Oczywiście mówiłam mu, że wszystko jest okej jednak nie chciał się mnie słuchać. Dzisiaj jesteśmy razem w pracy. Jest poniedziałek czyli najbardziej zapracowany dzień tygodnia. Nie wiem czy Ci ludzie tak się zawszę zdążą stęsknić za kawałkiem bułki z mięsem i surówką przez dwa dni wolnego czy co.. No w każdym razie zawsze w każdy pierwszy dzień tygodnia bar jest oblegany. Dlatego w poniedziałki mamy półgodzinną przerwę o 17. Aktualnie zostało nam 5 minut przerwy. I tak chyba dla zepsucia humoru właśnie weszła Dana.
-Dzień dobry. -Rzuciła surowym tonem. -Jak wiecie w te wakacje zlituję się i będziecie mieli wolne. Przyszłam żeby wam powiedzieć, że Kebab zamykamy w w następny poniedziałek. Życzę wam udanych i bezwypadkowych wakacji bo nie mam zamiaru szukać na wasze miejsca zastępców. Złamiecie sobie coś? Wasza sprawa i wasz interes w tym jak tutaj dotrzecie. A więc żegnam was. -Wyszła z trzaskiem.
-Nie ma co. Jej zaletą jest szczerość -Pokręcił głową Billy.
Zaśmiałam się głośno.
-Więc za tydzień mamy wolne! -Uśmiechnęłam się i przybiliśmy sobie piątki.
________________________________________________________________________
NO HEJ :) JAKIMŚ CUDEM SIĘ WYROBIŁAM XX.
NO CÓŻ. MYŚLĘ, ŻE W NASTĘPNYM ROZDZIALE POJAWI SIĘ JUŻ SPORO HARREGO :)
MAM OGROMNĄ NADZIEJĘ, ŻE NIKOGO Z WAS NIE ZAWIODŁAM I NIE ZAWIODĘ.
OCZYWIŚCIE JAK ZA KAŻDYM RAZEM LICZĘ, ŻE NAPISZECIE MI CO SĄDZICIE O MOICH WYPOCINACH W KOMENTARZACH LUB CHOCIAŻ NA MOIM TT ---> @FanStranger :)
JEŻELI MASZ TWITTERA TO PROSZĘ, PODPISZ SIĘ NIM JEŻELI CHCESZ DAĆ KOMENTARZ :)
***CHCESZ BYĆ INFORMOWANY? ŚMIAŁO, NAPISZ W KOMENTARZU :)***
poniedziałek, 19 maja 2014
03
Rozdział 03
- Słucham? Am nie. Przepraszam.. -Opuściłam głowę.
Trochę się go bałam. Cały czas miałam w głowie ten liścik z restauracji.. A do tego przecież nawet nie słyszałam jak wszedł ..
Trochę się go bałam. Cały czas miałam w głowie ten liścik z restauracji.. A do tego przecież nawet nie słyszałam jak wszedł ..
-Jak masz na imię?
Momentalnie spojrzałam na jego twarz. Wyglądał na skupionego, do tego płaszcz który miał na sobie dodawał mu formalności.
-Hm? - przechyliłam głowę na bok.
- Przecież słyszałaś, nie każ mi się powtarzać.-Uśmiechnął się lekko mimo, że wydawało mi się iż usłyszałam nutę irytacji w jego niskim głosie.
- Car-Caroline. Jak um jak tutaj wyszedłeś ?
Patrzył na mnie i chyba nie był pewien czy ja to powiedziałam na serio.
- Myślę, że tak jakby zrobił to ktokolwiek inny. Tak, zdecydowanie. Drzwi to całkiem niezła propozycja. Nie sądzisz? -Odpowiedział z sarkazmem w głosie.
-Am. -Zarumieniłam się.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zastanawiałam się czy to nie było pytanie retoryczne..
-Podać coś panu? -Palnęłam bez namysłu.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zastanawiałam się czy to nie było pytanie retoryczne..
-Podać coś panu? -Palnęłam bez namysłu.
- Macie tacos? -Tego się nie spodziewałam.
-To jest bar z kebabem. -Podniosłam brwi do góry.
Wydawał się być inteligentny.. A przynajmniej na takiego wyglądał.
Wydawał się być inteligentny.. A przynajmniej na takiego wyglądał.
- Tacos powinno być wszędzie, nawet w sklepie odzieżowym.- Powiedział to tak poważnie, że nie byłam pewna czy mogę się zaśmiać a owszem, śmieszyło mnie to... No nic
- Więc? -Oparłam się na blacie dłońmi.
-Nie dziękuję, nie jestem głodny.
Co? Nic nie rozumiałam.. To po co tutaj przyszedł ? No i przecież przed chwilą chciał te tacos. Nagle głód mu przeszedł? Skoro tak, to też tak chcę..
- Okeeej? Wiec co pana tutaj sprowadza?
- Ty. W końcu jesteś moja. -Jego ton głosu stał sie niższy i bardziej onieśmielający.
-Przepraszam, ale nie wydaje mi się żebym była czyjąś własnością i na pewno nie Twoją.. - Stanęłam prosto i skrzyżowałam ręce na piersiach. No kto jak kto ale mną nie będzie nikt rządził. Może jestem miła i niepozorna ale do czasu. A ten facet chyba chce mnie wyprowadzić z równowagi.
- No właśnie, idealnie to ujęłaś. Wydaje Ci się. No cóż.. -Spojrzał na srebrny zegarek na ręce- na mnie już niestety pora.. Do zobaczenia Caroline- Puścił mi oczko i wyszedl.
W tamtym momencie już na serio nic nie rozumiałam o co mu chodzi. Najpierw ta karteczka, potem obserwuje mnie na ulicy a teraz twierdzi, że jestem jego własnością. Coś z nim jest nie tak? No niech mi ktoś powie.
No nic. Może da sobie spokój ?
Postanowiłam puścić to w niepamięć. Żeby odwrócić swoja uwagę od zaprzątającego moje myśli mężczyzny zaczęłam nerwowo sprzątać.
-Ale skąd on wie gdzie ja pracuje? -Doznałam lekkiego olśnienia.
-Kto? -Wzdrygnęłam się na głos Billy'ego.
-Am nikt.. -Odłożyłam ścierkę na blat. -Masz gumkę?
Wyciągnął w moja stronę rękę.
-Nie ma za co skarbie -Puścił mi oczko i tym samym przywołał myśli o nieznajomym.
-Dzięki - Posłałam mi lekki uśmiech i związałam włosy po czym wróciłam do sprzątania stolików
-Uważaj bo farbę zetrzesz maleńka -Zaśmiał się.
- Zabawne -Puściłam mu kuksańca w bok.
Po chwili ciszy Billy się odezwał i wyciągnął w moją stronę pęk kluczy.
- Caroline, jak poszedłem do domu to one nie były zbyt potrzebne.. -Oddał mi je. Właściwie to zapomniałam nawet, że je miał. Wzięłam od niego brzęczacy przedmiot. - Car zostawiłaś otwarte drzwi! - krzyknął donośnie.
- Zapomniało mi się.. - Zawstydzilam się bo to było nieodpowiedzialne i.. Hm. Aż dziwne, nie miałam może rewelacyjnej pamięci ale serio nie przypomniałam sobie żebym zamykała dom..
-Ja się o Ciebię martwię.. Przecież ktoś tam mógł wejść.. Mógł coś Ci zrobić! -Przytulił mnie.
-Przepraszam, juz będę pamiętać..
Resztę wieczoru spędziliśmy na planowaniu wakacji. Niedługo Dana chce zamknąć bar na dwa tygodnie, ponieważ leci do Egiptu a nie chce zostawiać baru jak to powiedziała " najbardziej nieodpowiedzialnym ludziom których zna".. W takich sytuacjach to my sie z Billym bardzo cieszymy, że ona za nami nie przepada. Dzięki temu mogliśmy spokojnie dyskutować o wyjeździe i planować wolny czas.
Na końcu "dyskusji" postanowiliśmy pojechać nad jezioro pod namioty. Wystarczy jeszcze poczekać aż Dana nam powie kiedy będziemy mieli wolne..
~~~~~~
-Gotowa ? -Zapytał Billy
- Tak, tak juz możemy zamykać. -Uśmiechnełam się na myśl, że to już koniec pracy.
Do domu wróciłam na pieszo razem z moim kochanym przyjacielem.
- Chcesz wejść? -Uśmiechnęłam się szeroko
-Nie mała, jest już późno, musisz wypocząć
- Oj proszee
- Nie. Innym razem. -Billy zaczął odchodzić ale złapałam go za ramię. Postanowiłam go podejść z innej strony..
- A co będzie jeżeli ktoś w ciągu dnia już zdążył przed tobą tam wejść i teraz na mnie czeka? -W jego oczach wychwyciłam przebłysk strachu albo przejęcia ?
- Dobra juz dobra.. -Podskoczyłam ze szczęścia i weszliśmy do środka.
Chciałam żeby Billy do mnie przyszedł bo chciałam z nim spędzić trochę czasu poza pracą, ponieważ kochałam jego towarzystwo.
-Chcesz coś do jedzenia ? -Zapytałam
-Um. A co masz?
- Zajrzyj do lodówki to się dowiesz.- Puściłam mu oczko i poszliśmy razem do kuchni.
Usiadłam na blacie i przyglądałam się jego ruchom.
- Ja chcę jajecznicę, zrobić ci mała? -zapytał.
Kiwnęłam tylko głową i czekałam na posiłek. Na samą myśl o ciepłym jedzeniu zaburczalo mi w brzuchu.
Mój przyjaciel wyjął z dolnej szafki patelnie którą postawił na gazie i położył na niej łyżkę masła. Następnie wbił na nią kilka jajek i zaczął mieszać drewnianą łyżką zawartość naczynia.
Przed samym zdjęciem patelni z palnika posolił i popieprzył potrawę i nałożył po porcji na dwa duże talerze.
-voila -Uśmiechnął się szeroko. Widziałam, że jest zadowolony ze swojego dzieła
-Chodźmy do salonu akurat obejrzymy jakiś film- Zeskoczyłam z blatu i poszłam na dużą ciemną kanapę. Włączyłam telewizor i ustawiłam na jakimś filmie. Billy dał mi do reki talerz z widelcem i usiadł obok mnie
~~~~~~
-Dziękuję, było bardzo smaczne -Cmoknęłam go w policzek i oparłam się o jego ramie
- Nie ma za co maleńka.-Objął mnie jedna ręką. Przez jakieś 20 minut debatowaliśmy i wysuwaliśmy argumenty za i przeciw czy Billy powinien zostać kucharzem jednak nie doszliśmy do żadnych wniosków, ponieważ w środku rozmowy zasnęliśmy na kanapie.
~~~~~~
Obudziłam się strasznie spragniona. Leniwie otworzyłam jedno oko żeby zawołać mojego przyjaciela jednak byłam bardziej przerażona faktem ze znajdowałam się w łóżku, w swoim pokoju. Po chwili namysłu stwierdziłam ze to Billy był tak kochany i zamartwił się o mnie. Nagle usłyszałam dźwięk wody. Wody puszczanej z kranu.
Poszłam na dół skąd dobiegał wcześniej dźwięk.
-Billy? -Spojrzałam na elektroniczny zegarek pod telewizorem w salonie. -Po co żeś wstał o 3:40?! Halo?! -Krzyczałam na cały dom bo nie dostałam odpowiedzi.
Usłyszałam odgłos kroków, zapaliłam światło w salonie i zobaczyłam cień który przemieszczał się w stronę kuchni.
-Na prawdę nie mam ochoty na jakąś głupia zabawę. Chce tylko wrócić do łóżka a ty mi na to nie pozwalasz. -Założyłam ręce na piersi i czekałam aż się odezwie...na próżno.
-Cammerts! Cholera jasna! Wyłaź! -Poszłam w stronę kuchni i zobaczyłam na blacie kawałek papieru.
W tym momencie usłyszałam trzask okna dochodzący z łazienki na parterze. Tak są tutaj dwie łazienki ale szczerze mówiąc to nie wiem po co bo i tak każdy korzysta z tej na pietrze ale nie ma co się uzewnętrzniać w takim momencie...
Miałam wtedy milion myśli na minutę. Wejść czy nie? Kto to jest skoro nie Billy? Chce mnie skrzywdzić czy nie? Jak tutaj wszedł?
Postanowiłam zaryzykować.
Podeszłam do blatu kuchennego i wyciągnęłam z jeden z szuflad mały scyzoryk. Wzięłam go do reki i zaczęłam wolno iść w stronę łazienki. Szybko otworzyłam drzwi. Było ciemno ale lampy z ulicy dawały dosyć światła żebym mogła stwierdzić ze w pomieszczeniu nikogo nie ma. Pierwsze co zauważyłam to otwarte okno z powiewającą lekko firanka. Odetchnęłam z ulga bo ktokolwiek tutaj wszedł już go nie było ale jednak to nie zmieniało faktu ze byłam przerażona. Pobiegłam szybko do mojej torebki, chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Billy'ego. Opisałam mu całą sytuacje i poprosiłam żeby jak najszybciej do mnie przyszedł. Łzy leciały mi ciurkiem po policzkach. Nie chciałam płakać ale to było silniejsze ode mnie.
~~~~~~
Usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko otworzyłam drzwi i momentalnie przytuliłam się do mojego przyjaciela.
-Już wszystko dobrze maleńka - Pocałował mnie w czubek głowy i zaprowadził do salonu. Usiedliśmy na kanapie. Billy przejeżdżał ręką od mojego karku do połowy pleców. Po kilkunastu minutach odpłynęłam.
~~~~~~
-Car, wstawaj! -Wzdrygnęłam się.
-Co? Dlaczego?
- Jest już popołudniu
-O boże. Dana mnie przecież zabije ! - /krzyknęłam po chwili kiedy oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę, że powinnam być właśnie w pracy i podniosłam się.
- Spokojnie maleńka, zadzwoniłem do niej żeby dała Ci dzień wolnego bo jesteś chora ale chciałem Cię obudzić bo ja niestety muszę iść tyrać do tego babsztyla - Puścił mi oczko
- A no okej.. Dzięki. Faktycznie niezbyt dobrze eis czuje. -Uśmiechnęłam die lekko kiedy Billy podniósł się z kanapy
- To ja się zbieram, przyjść do ciebie na noc ?
- Nie musisz -Odpowiedziałam odprowadzając go do drzwi
- Ale mogę Car -Przytulił mnie i przekroczył próg.
- Dobra, to do zobaczenia! A! I dziękuję, że mnie w nocy przeniosłeś na gore do łóżka! -Uśmiechnęłam się szeroko machające na pożegnanie kiedy Billy się obrócił.
- Coś Ci się mała pomyliło. Ja nigdzie Cię nie ruszałem zęby Cię nie budzić. Może sama przeszłaś ale byłaś zbyt śpiąca i zapomniałaś? Ja często tak mam.- Wzruszył ramionami i odszedł.
Ja po usłyszeniu jego slow zdrętwiałam. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nie pamiętałabym? Co prawda miałam słabą pamięć ale bez przesady.. Ale jak nie ja ani Billy to nikt chyba tego nie mógł zrobić. Może to mój przyjaciel chce mnie wkręcić ? Często robił sobie ze mnie żarty jako, że jestem młodsza o rok... Porozmawiam z nim o tym jak tylko wróci z pracy ale jak na razie jest 15.13 wiec mam jakieś 9 godzin do jego powrotu. Nie wiedziałam co mam robić. Chciało mi się spać ale kiedy się położyłam to nie mogłam zasnąć i leżałam tak z pół godziny. Stwierdziłam, że nic z tego nie będzie więc wstałam i zrobiłam sobie kanapki z pomidorem i serem. Usiadłam przed telewizorem i oglądałam powtórkę jakiegoś reality show. Nigdy nie przepadałam za takimi rodzajami rozrywki bo wydawały mi się najzwyczajniej w świecie denne. Kiedy tylko włączyły się reklamy umyłam talerz po kanapkach i poszłam do łazienki umyć zęby. Po wykonanej rutynie stwierdziłam ze powinnam pójść do sklepu w końcu od dłuższego czasu nie byłam na zakupach.
BAAARDZO PRZEPRASZAM WSZYSTKICH Z CAŁEGO MOJEGO WIELKIEGO SERDUSZKA ZA DWUDNIOWE OPÓŹNIENIE. MAM NADZIEJĘ, ŻE MI WYBACZYCIE :'C
WIEM, ROZDZIAŁ JEST KRÓTKI JEDNAK NIE MIAŁAM WYSTARCZAJĄCO DUŻO CZASU ABY GO WYKOŃCZYĆ TAK PERFEKCYJNIE. WIECIE, KONIEC ROKU I TE SPRAWY.
NASTĘPNY BĘDZIE LEPSZY I DŁUŻSZY. SŁOWO :)
NO WIĘC NA KOŃCU ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA. WSZELKIE OPINIE MILE WIDZIANE (NAWET JEDNO SŁÓWKO JEST DLA MNIE MEGA WAŻNE :>)
A I MAM PROBLEMY Z TŁEM BO CO ZAPISZĘ JE TO HARRY MI ZNIKA :/
******CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NAPISZ W KOMENTARZU! *******
sobota, 10 maja 2014
02.
Rozdział 02. :)
-Wow!
Miał na sobie biały garnitur. Jego buty były szare. Ich kolor idealnie dopełniał strój, ponieważ pod marynarką miał jedwabna koszulę w tym samym kolorze. Jego dość długie blond włosy były niedbale zaczesane do tyłu a jego niebieskie tęczówki wpatrywały się we mnie.
-No co? -Jego brwi uniosły się ku górze.
- Jesteś... boże... brakuje mi słów.. Wyglądasz tak wspaniale! -Przytuliłam go mocno po czym zamknęłam drzwi na klucze, które potem oddałam mojemu towarzyszowi.
-Caroline, Ty też wyglądasz pięknie. -Uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie w dłoń.
Śmiejąc się i popychając szliśmy do jego samochodu, którego nigdzie nie widziałam. Nagle przed nami zabłyszczały światła od czarnego Audi A6. Spojrzałam na Billy'ego, ponieważ nic nie rozumiałam. Jemu ledwie starczało na paliwo do jego starego samochodu a tutaj proszę jakie cacko!
-Pożyczyłem go na dzisiaj od amm.. od kogoś.
-Nie musiałeś.-Uśmiechnęłam się. On nic nie odpowiedział więc wsiedliśmy do samochodu. Blondyn odpalił silnik i już przejeżdżaliśmy między alejkami.
-Czyj to samochód ? -Zapytałam, ponieważ cisza w aucie wydawała się dość krępująca. Wyczułam, że chłopak się spiął.
-Czy to jest ważne ?
-Um, właściwie to ni...
-Od znajomego.
Zauważyłam ze kostki na rękach aż mu zbielały od zaciskania dłoni na kierownicy. Postanowiłam nie kontynuować tematu..
~~~~~~~~~~~~~
19:03
Wyszliśmy z kina z komedii "Kac Vegas 3". Cały czas śmieliśmy się z poszczególnych scen z filmu.
-Teraz najlepsza część dnia maleńka -Zerknął na mnie z wymalowanym uśmiechem na twarzy.
-Hm ? No co ty, mnie już wystarczy. Dość dla mnie dzisiaj zrobiłeś.-Uśmiechnęłam się szeroko
-O nie nie! Idziemy i to już! To minuta drogi.. -Objął mnie jedną ręką w pasie i pociągnął za sobą.
~~~
Staliśmy w środku "Anne's Restaurant" - jednej z najdroższych restauracji w mieście.
- Billy! Przecież kolacja tutaj będzie Cię kosztować całą miesięczną pensję!
Nie chciałam, żeby się dla mnie tak poświęcał.
-Oj daj spokój! To Twoje urodziny maleńka. -Puścił mi oczko i pociągnął za rękę.
Szliśmy zaraz za kelnerem. Zaprowadzono nas do stolika w centrum sali. Wyróżniał się tym, że był calutki żółty. W tym kolorze był obrus, kwiaty na stole, nawet serwetki.
-Ojeju, jak pięknie!-Cmoknęłam go w policzek.
Usiedliśmy na swoich miejscach i podano nam menu.
Po kilku minutach wpatrywania się w kartę dań nadal nie wiedziałam co wybrać. Było tam zbyt dużo rzeczy których nie znałam.
-Spokojnie maleńka, poradzimy sobie-
Zaśmiał się i skinął lekko głową w stronę kelnera.
Podszedł do nas chudziutki mężczyzna w smokingu z toną żelu na włosach który przyniósł nam białe wino.
-Proszę bardzo Panie Cammerts, zgodnie z prośbą, wino "Nyetimber".-Uśmiechnął się lekko do nas i odkorkował butelkę nalewając alkohol do kieliszków.
-Dziękujemy.-Odparł Billy.
-Coś jeszcze życzą sobie państwo?
-Am. Poproszę wasze specjalności z kurczaka oraz najlepszy deser waszego kucharza razy dwa.
Kelner skinął głową i oddalił się od naszego stolika.
Przez kilkanaście następnych minut rozmawialiśmy o starych dobrych czasach. Miło było powspominać..
-Przepraszam na chwilę maleńka ale muszę iść się odlać... To znaczy iść do toalety!
Zaśmiałam się cicho.
-Oj Billy Billy. -Patrzyłam jak mój przyjaciel się oddala.
Rozglądając się po sali zauważyłam młodego mężczyznę, który przyglądał mi się. Czułam jakby wypalał mi dzióre swoim wzrokiem. Po chwili podszedł kelner i położył przede mną małą zgięta na pół karteczkę.
-Proszę. To od tego Pana.-Pokazał palcem na faceta który nadal palił mnie wzrokiem.
-Dziękuję.-Mruknęłam i chwyciłam karteczkę w dłoń i odwinęłam ją.
Nie wiedziałam jak mam zareagować. Olać to? A może wrzasnąć lub oburzyć się?
-Jestem.-Billy usiadł na swoim krześle z uśmiechem na twarzy.
Ja momentalnie chwyciłam karteczkę do ręki i schowałam ją pod prawym udem. W tym samym momencie podszedł mężczyzna z tacą.
-Państwa dania. -Rzekł kelner i postawił talerze przed nami.
Kiedy jadłam -prawdopodobnie- kurczaka z migdałami i szpinakiem moje myśli zaprzątał tajemniczy mężczyzna w czarnym garniturze. Przez cały czas kiedy spoglądałam na faceta to on wgapiał we mnie swoje ślepia.
-Smakowało Ci? -Zapytał się z przejęciem Billy tym samym wyrywając mnie z zamyślenia.
-Było przepyszne! -Mówiłam całkiem szczerze.
Podziwiam tego kto robi te dania. Trzeba serio umieć gotować żeby stworzyć coś tak smacznego..
Kiedy dostarczono nam desery mój towarzysz co chwilę na mnie zerkał.
-Coś nie tak?
-Nie ale um mam dla Ciebie jeszcze jeden prezent..
-Nie nie nie kochany! Nic więcej nie chcę od Ciebie! Nawet nie mogę! Zbyt dużo już dla mnie dzisiaj zrobiłeś.. -Powiedziałam stanowczo.
-Ale to już ostatnia niespodzianka na dzisiaj. Proooosze.
-Ugh. Okej -Mruknęłam.
Byłam podekscytowana i trochę zła na przyjaciela ale nadal nie mogłam powstrzymać myśli krążących wokół dziwnego liściku od nieznajomego.
Chwile później przede mną stało małe brązowe pudełeczko.
-C-co to jest Billy? -Spojrzałam na niego.
-Sama zobacz- Uśmiechnął się szeroko. Widać było, że nie może się doczekać aż zobaczę prezent od niego.
Uchyliłam delikatnie wieczko i moim oczom ukazał się piękny srebrny pierścionek z małym diamencikiem. Pamiętam, że pokazywałam go mojemu przyjacielowi kilka miesięcy temu. Zachwycałam się nim, ponieważ był piękny.
O boże nie mogłam w to uwierzyć..
-Tak, tak, tak! -W oczach zebrały mi się łzy radości. Nie mogłam się powstrzymać i podeszłam do chłopaka i mocno go przytuliłam. Na koniec cmoknęłam go w policzek
-Dziękuję Ci-Szepnęłam po czym wróciłam na swoje miejsce.
~~~~~
Po dokończeniu kolacji umówiliśmy się, że spotkamy się przed wejściem. Ja chciałam iść skorzystać w toalety a Billy musiał uregulować rachunek.
Szłam długim białym korytarzem w poszukiwaniu toalety co chwile zerkając na pierścionek na moim palcu. Po odnalezieniu miejsca docelowego załatwiłam swoje potrzeby, przejrzałam się przelotnie w lustrze i wyszłam z łazienki. Zza drzwi od toalety wyłonił się wysoki mężczyzna. Ten który tak mi się przyglądał.
-Witaj -Szepnął i zaczął się do mnie przybliżać.
Trochę mnie przerażał przez co zaczęłam się cofać aż natrafiłam na ścianę. On widząc to uniósł kąciki ust do góry.
-Widziałem, że dostarczono do Ciebie moja wiadomość... -Powiedział mi do ucha.
- Odwal się -Powiedziałam dość dobitnie mimo, że byłam przestraszona.
- Grasz nieprzystępną? Lubię takie. Ale nie podoba mi się to, że kiedy już wiedziałaś, że należysz do mnie to.. To przyjęłaś oświadczyny od tego gościa.. -Jego twarz wykrzywiła się w grymasie.
Mimo, że mnie przerażał to było w nim to coś. Miał mocno zarysowaną szczękę, lekko kręcone ciemne włosy i hipnotyzujące zielone oczy.. Podobał mi się ale tylko z wyglądu. Jak na razie nie przedstawił się z jak najlepszej strony.
Ale..Hm.. Ej. Zaraz zaraz. Jakie oświadczyny ?
-Um.. Ja...-Chciałam już wszystko naprostować i powiedzieć, że nie jestem zainteresowana ale nie dopuścił mnie do głosu.
-Cisza! Wiedz tylko.. Że ja tego tak nie zostawię. Byłem pierwszy. Jesteś moja. Należysz do mnie. -Uderzył pięścią w ścianę zaraz obok mojej głowy przez co delikatnie się wzdrygnęłam.
- CAROLINE? -Usłyszałam głos mojego przyjaciela.
Nieznajomy szybko się cofnął. Pocałował opuszki swoich dwóch palców i przyłożył je do moich ust.
-Żegnam panią -Zielonooki ukłonił się i zniknął za rogiem.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. To co mówił ten mężczyzna.. To było chore!
-Tu jesteś maleńka, co tak długo? Martwiłem się..
-Była kolejka -Dodałam po chwili namysłu. Dlaczego mu nie powiedziałam o zaistniałej sytuacji? Sama do tej pory nie wiem ale uważam, że dobrze wtedy postąpiłam.
~~~~~~~~~~
Tamtego dnia nie zdażyło się już nic ciekawego. Właściwie przez następne dni weekendowe nic się nie działo. Nie wychodziłam z domu jednak i tak czułam się obserwowana. Nie wiem dlaczego. Ale to było uczucie jakbym była w jakiejś ukrytej kamerze.. Mniejsza o to. Wtedy stwierdziłam, że to nic takiego. A może i miałam racje? Kto wie? Jedynie ja. Ale to opowiem później...
~~~~~~~~~~
Słońce przedzierało się przez okno w mojej kuchni. Był to zwykły dzień, nie różniący się niczym od pozostałych pomijając to, że był oczywiście słoneczny. Nie często w Londynie można było rozkoszować się promieniami słonecznymi dlatego postanowiłam pobiegać. Była 11.47. Do pracy szłam na 15.00 więc miałam jeszcze sporo wolnego czasu. Szybko przebrałam się w biały zestaw- krótkie spodenki i top. Przy samym wyjściu chwyciłam czerwonego iPoda którego zapięłam na opaskę na ręce, białe trampki i wybiegłam z domu.
Zapomniałam wziąć gumki więc kiedy biegłam chodnikiem a włosy lekko mi powiewały od prędkości z jaką się poruszałam. Podążałam ulicami w rytm przeróżnych piosenek kiedy nagle zauważyłam przed sobą jego. Tego mężczyznę z restauracji. Tego samego co "wysłał" mi dziwny liścik. Stał tam i się na mnie patrzył. Zwolniłam biegu a on kiedy zorientował się, że jestem świadoma jego obecności, zniknął za rogiem budynku. Nie chciałam jednak ryzykować spotkaniem z nim więc zmieniłam kierunek swojej "trasy"..
Po półgodzinnym biegu postanowiłam wrócić do domu. Musiałam się odświeżyć bo raczej cała zalana potem nie poszłabym do pracy. W mieszkaniu wzięłam szybki prysznic po czym ubrałam się w krótkie czerwone szorty czarna bluzkę na ramiączka którą wypościłam w spodenki a na ramiona zarzuciłam przydużą czarno czerwoną koszule w kratę.
Około godziny 13.00 wzięłam z lodówki mrożona pizzę i wsadziłam ją na 5 min do mikrofalówki. Usiadłam na blacie kuchennym i czekałam... Po usłyszeniu charakterystycznego *pip pip* Zeskoczyłam z mebli i wzięłam z ciepłego urządzenia mój obiad. Chwyciłam talerz z pizzą i usiadłam na stole kuchennym. Rozkoszowałam się smakiem puszystego ciasta z mnóstwem dodatków.
-Kto powiedział, że rzeczy ze sklepów "wszystko za 1£" są beznadziejne.. -Powiedziałam sama do siebie kiedy myłam talerz w zlewie.
Miałam jeszcze trochę czasu do wyjścia więc postanowiłam oderwać się od rzeczywistości. Zajęłam się rzeczą którą najbardziej lubię zaraz po rysowaniu czyli grą na gitarze i pisaniem piosenek.
Spod moich palców wydobywały się ciche dźwięki jeszcze nieznanej mi melodii. To co grałam było melancholijne ale później przeradzało się w burze różnych uczuć od szczęścia do strachu. Tak, każdą muzykę rozumiałam jako uczucia a każdą z piosenek traktowałam jako czyjąś historię, prywatny pamiętnik czy okazje do zwierzeń. Ale mniejsza o to. Kiedy skończyłam grać, poszłam do kuchni po szklankę wody. W miedzy czasie zorientowałam się, że mam pół godziny do rozpoczęcia pracy. Wróciłam do pokoju, odłożyłam gitarę na miejsce i wyszłam z domu z komórką i kluczami w ręku. Nigdy się z nią nie rozstawałam. Może dużo z niej nie korzystałam ale zawsze chciałam mieć ją przy sobie.
~~~~~~~~~
-Obecna! -Krzyknęłam na cały bar żeby Bill mnie usłyszał.
-No hej maleńka -Przytulił mnie i wrócił do sprzątania stolików.
- Jak tam minął Ci dzień ? -Zagadnęłam.
-A dobrze. Był nawet spory ruch..! Ale słuchaj Car. Stwierdziłem, że mogę za Ciebie przepracować dzisiejszy dzień w rekompensacie..
- Nie kochany. Wole żebyś w tej całej rekompensacie kupił mi dobre lody! -Uśmiechnęłam się szeroko i poszłam na zaplecze żeby założyć na siebie biały fartuszek.
Nie wiem ogólnie po co nam to. Przecież kawałek ściereczki nic nie daje przy robieniu kebaba.
- To w takim razie pracujemy dzisiaj razem -Puścił mi oczko.
- No dobrze.. -Sięgnęłam do swojego nadgarstka żeby związać włosy. Przecież sama nie chciałabym jeść posiłku z czyimś kłakami.
-Cholera -Szepnęłam
-Co jest Caroline?
-Nie wzięłam gumki do włosów..Znowu! Billy... -Spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami.
-Na mnie nie patrz maleńka! Ja nie używam gumek. A przynajmniej nie takich! -Podniósł ręce w geście obronnym a ja się skrzywiłam na jego ostanie słowa.
-Jesteś ohydny -Klepnęłam go lekko w brzuch. - Chodziło mi o to, że mógłbyś mi przynieść ją z domu... -Spojrzałam na niego błagalnie.
- No dobraa.. Dawaj klucze maleńka. -Wyciągnął rękę na którą rzuciłam pęczek kluczy. Billy od razu wypadł przez drzwi.
Stanęłam za ladą i czekałam na powrót mojego przyjaciela. Powinien być za jakieś pół godziny..
- Super. 30 minut nudy... -Powiedziałam sama do siebie.
- Moje towarzystwo jest aż tak mało interesujące? Hm? -Podskoczyłam z przerażenia.
Przed ladą stał mężczyzna z restauracji.
@FanStranger
__________________________________________________________________
NO HEJ :)
NO WIĘC WŁAŚNIE PRZECZYTALIŚCIE DRUGI ROZDZIAŁ STRANGER'A. MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ WAM PODOBAŁ I DODACIE KOMENTARZ Z OPINIĄ :) JEŻELI JEDNAK COŚ CI NIE PASUJE TO TEŻ NAPISZ :P ROZUMIEM, ŻE KAŻDY MA SWOJE ZDANIE ALE MOŻE SIĘ NIM PODZIELIĆ ZE MNĄ ABY KOLEJNY WPIS BYŁ LEPSZY! :D
NO WIĘC NEXT BĘDZIE W KOLEJNĄ SOBOTĘ :)
***KTO CHCĘ BYĆ INFORMOWANY NIECH MI NAPISZE W KOMENTARZU :) ***
sobota, 3 maja 2014
01
01. ROZDZIAŁ
Kilkanaście miesięcy temu byłam zupełnie inną osobą. Dobrze ułożoną dziewiętnastolatką, która trzymała się zasad, udzielała się charytatywnie i pomagała przejść starszej pani przez ulicę. Tamta dziewczyna nie dostrzegała prawdziwej strony tego świata. Słyszała jak ptaki ćwierkają, ale nie wiedziała, że to ich krzyk rozpaczy, ponieważ zdychały z głodu. Widziała uśmiechniętą dziewczynę, ale nie pomyślałaby, że tamta nastolatka właśnie straciła w wyniku wypadku rodziców. Czuła w sklepie zapach przeróżnych owoców i warzyw, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że aby ona mogła skosztować tych pyszności to niewolnicy musieli zebrać wszystkie te plony aby mieć pieniądze na własne jedzenie.
Żyłam wtedy tak beztrosko..
A więc był czerwiec 2013 roku. Zadziwiające cieple lato w Londynie. Przeprowadziłam się do Anglii kilka lat temu, ponieważ umarła moja babcia. Jedyna osoba z mojej rodziny, która żyła. Nie widziałam głębszego sensu siedzenia w Polsce. Nic mnie już tam nie trzymało.
Wcześniej byłam przydzielona tutaj do rodziny zastępczej jednak od roku byłam już hm, samowystarczalna. Pracowałam w barze z kebabem. Może jakiś wielkich kokosów tam nie zarabiałam i na pewno nie dostawałam pensji na czas, ale byłam zbyt nieśmiała żeby się sprzeciwić nieznośnej szefowej. No cóż... dość rozczulania się nad tymi nieistotnymi sprawami. Nie o tym chciałam tutaj opowiedzieć.
No więc zaczynamy...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Usłyszałam dzwonek telefonu. Podniosłam go do ucha i wcisnęłam zielona słuchawkę.
-Halo?
Zapytałam dośc niewyraźnie. No jakby na to nie patrzeć to jak się myje zęby to są malutkie problemy z wymową..
-Hej Caroline!
Oh. To był Billy. Mój najlepszy przyjaciel od dzieciństwa.
-Um. Hej. coś sie stało, że dzwonisz o 5:30?
- No tak trochę... Wiesz Car, um mam taką prośbę..
- Słucham?
Wyplułam pastę i wypłukałam usta.
- Mogłabyś wziąc też moją zmianę??
-Ale..
- No proszę myszko..
Nie lubiłam jak tak do mnie mówił, ale od dzieciństwa zdążyłam już sie przyzwyczaić.
-Billy.. ugh. Muszę?
Nie lubiłam odmawiać, ale kurczę nie chciałam pracować całego dnia.
-Nie musisz Caroline, ale to jest dla mnie bardzo ważne.. wiesz, poznałem kogoś..
Tak! Mój kochany Billy znalazł sobie w końcu jakąś laskę!
-Jak ma na imię ta szczęściara?
Zapytałam z niemałym entuzjazmem w głosie.
Nic nie powiedział..
-Billy? Jesteś? Halo?
-Ah. Tak. Przepraszam. Zamyśliłem się.. to jak? Zastąpisz mnie?
Wiedziałam, że kłamie. chciał tylko uniknąć odpowiedzi na moje pytanie, ale nie chciałam naciskać. Przyjaźnimy się. I tak mi kiedyś powie..
-No jasne.
-Dzięki! Jesteś niesamowita! Kocham Cie mała!
Zaśmiałam sie cicho i wyszłam z łazienki.
-Dobra, dobra, już się tak nie ekscytuj! Słuchaj, muszę kończyć. Zaraz się spóźnię do pracy.\
-Okej maleńka. Do zobaczenia jutro!
Rozłączył się.
Podeszłam do szafy, rzuciłam telefon na łóżko i szukałam jakiejś fajnej bluzki pasującej do granatowych jeansów. Ej! Chwila! Jutro? Podbiegłam do kalendarza na ścianie. No taaak! Jutro jesteśmy umówieni - Billy przygotował coś "ekstra" na moje jutrzejsze urodziny.. Ah. Dobra. Bo sie serio spóźnię do tej pracy..
Chwyciłam szybko bluzkę z długim rękawem z napisem "Route 66" i założyłam na siebie. Szybko tzn. najszybciej jak mogłam wcisnęłam się w obcisłe spodnie, chwyciłam telefon do ręki i zbiegłam na dół po schodach. Założyłam czarną torbę z Adidasa na ramię i wybiegłam z domu.
- No tak! Skleroza jednak nie boli.
Powiedziałam do siebie i cieszyłam sie, że odeszłam od domu tylko na jakieś dwa-trzy metry. rozsunęłam torebkę i podbiegłam do drzwi. Po ciągnących sie w nieskończoność poszukiwaniach kluczy w końcu je znalazłam.
- Mam was!
Uśmiechnęłam się do siebie i szybko zamknęłam drzwi.
Spojrzałam na godzinę w telefonie- 5:47.
-Cholera. Dobra.. dam radę.
Zaczęłam biec. Mijałam przechodniów z zawrotną prędkością.
...
Zmęczona i cała zdyszana stałam już pod szyldem "Dana's Kebab". Ręce miałam oparte o kolana. Moja nachylona pozycja była dośc dziwna jednak byłam zbyt zmęczona żeby myśleć o tym jak to wygląda.
-Chyba... czas zacząć dbać o kondycję...
Wysapałam cicho.
Szybko podbiegłam do drzwi wejściowych baru i wpadłam do środka.
-Dzień dobry!
Krzyknęłam. po chwili zza lady wyłoniła się ona. Wiedźma. Królowa zła- Dana, właścicielka tego miejsca. To z jej powodu nie chciałam się spóźnić. Zawsze wyżywała się na mnie. Jak już gdzieś na początku wspomniałam- była nieznośna.
-Caroline! Czy wiesz która jest godzina?!
-Am..
Sięgnęłam ręką po telefon. Pokazał godzinę 06.01
- Tak. 06:01
Dodałam ciszej.
-Właśnie! 6:01! Spóźniłaś się!
-Przepraszam.. biegłam ale..
-Cicho! Nie denerwuj mnie. Słyszę, że biegłaś! Dyszysz jakbyś miała astmę. Uprzedzam Cię! dostajesz ostatnią szansę.
-Dobrze proszę pani..
Spuściłam głowę. Czułam się przytłoczona jej poczuciem wyższości.
-Wychodzę Caroline. Nie będzie mnie przy zamknięciu. Powiadom Billyego- no tak. Ona nie wie, że go nie będzie..
-Nic nie spieprzcie.
Jak tylko usłyszałam trzask drzwi, opadłam na krzesełko.
Reszta tego dnia była spokojna. Przez bar przewinęło się kilku klientów. Ja jak zwykle podawałam im bułki z mięsem i warzywami nic wielkiego, ale za to robiłam to przez cały dzień... Eh. Przynajmniej nie było tak źle jak oczekiwałam. Tylko momentami czas mi się dłużył ale zapełniałam go czyszczeniem stolików.
Wieczorem w domu byłam tak zmęczona, że jak nigdy nawet sie nie umyłam, ba! Nawet się nie przebrałam tylko poszłam do łóżka i zasnęłam.
Z objęć Morfeusza wyrwał mnie budzik telefonu. Podniosłam się leniwie i usiadłam na brzegu łóżka. Była 12:00 więc miałam dwie godziny do przyjścia Billy'ego. Weszłam pod prysznic pochłonięta myślami. Zastanawiałam się cały czas gdzie on chce mnie zabrać. Po wyjściu z kabiny wysuszyłam włosy, wyprostowałam je, oczy podkreśliłam kreskami a rzęsy wydłużyłam tuszem. Z szafy wyciągnęłam jakąś sukienkę która nie pamiętała światła dziennego. Była zielona, kolory wiosennej trawy, miała cienkie ramiączka i sięgała mi do polowy ud. Do kompletu założyłam na nogi wysokie szare szpilki i zaszłam na dół, ponieważ zadzwonił dzwonek od drzwi wejściowych. Otworzyłam je i nie wiedziałam co powiedzieć więc wydukałam tylko głośne 'wow".
__________________________________________________________________
Mam nadzieję, że sie wam podoba :) Przepraszam za opóźnienie ale miałam dośc spore problemy z klawiaturą ;/ no cóż, z rzeczą martwą się nie wygra ;)
No więc dzięki jeżeli to ktoś przeczytał i poproszę o komentarz :)
/@FanStranger
Kilkanaście miesięcy temu byłam zupełnie inną osobą. Dobrze ułożoną dziewiętnastolatką, która trzymała się zasad, udzielała się charytatywnie i pomagała przejść starszej pani przez ulicę. Tamta dziewczyna nie dostrzegała prawdziwej strony tego świata. Słyszała jak ptaki ćwierkają, ale nie wiedziała, że to ich krzyk rozpaczy, ponieważ zdychały z głodu. Widziała uśmiechniętą dziewczynę, ale nie pomyślałaby, że tamta nastolatka właśnie straciła w wyniku wypadku rodziców. Czuła w sklepie zapach przeróżnych owoców i warzyw, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że aby ona mogła skosztować tych pyszności to niewolnicy musieli zebrać wszystkie te plony aby mieć pieniądze na własne jedzenie.
Żyłam wtedy tak beztrosko..
A więc był czerwiec 2013 roku. Zadziwiające cieple lato w Londynie. Przeprowadziłam się do Anglii kilka lat temu, ponieważ umarła moja babcia. Jedyna osoba z mojej rodziny, która żyła. Nie widziałam głębszego sensu siedzenia w Polsce. Nic mnie już tam nie trzymało.
Wcześniej byłam przydzielona tutaj do rodziny zastępczej jednak od roku byłam już hm, samowystarczalna. Pracowałam w barze z kebabem. Może jakiś wielkich kokosów tam nie zarabiałam i na pewno nie dostawałam pensji na czas, ale byłam zbyt nieśmiała żeby się sprzeciwić nieznośnej szefowej. No cóż... dość rozczulania się nad tymi nieistotnymi sprawami. Nie o tym chciałam tutaj opowiedzieć.
No więc zaczynamy...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Usłyszałam dzwonek telefonu. Podniosłam go do ucha i wcisnęłam zielona słuchawkę.
-Halo?
Zapytałam dośc niewyraźnie. No jakby na to nie patrzeć to jak się myje zęby to są malutkie problemy z wymową..
-Hej Caroline!
Oh. To był Billy. Mój najlepszy przyjaciel od dzieciństwa.
-Um. Hej. coś sie stało, że dzwonisz o 5:30?
- No tak trochę... Wiesz Car, um mam taką prośbę..
- Słucham?
Wyplułam pastę i wypłukałam usta.
- Mogłabyś wziąc też moją zmianę??
-Ale..
- No proszę myszko..
Nie lubiłam jak tak do mnie mówił, ale od dzieciństwa zdążyłam już sie przyzwyczaić.
-Billy.. ugh. Muszę?
Nie lubiłam odmawiać, ale kurczę nie chciałam pracować całego dnia.
-Nie musisz Caroline, ale to jest dla mnie bardzo ważne.. wiesz, poznałem kogoś..
Tak! Mój kochany Billy znalazł sobie w końcu jakąś laskę!
-Jak ma na imię ta szczęściara?
Zapytałam z niemałym entuzjazmem w głosie.
Nic nie powiedział..
-Billy? Jesteś? Halo?
-Ah. Tak. Przepraszam. Zamyśliłem się.. to jak? Zastąpisz mnie?
Wiedziałam, że kłamie. chciał tylko uniknąć odpowiedzi na moje pytanie, ale nie chciałam naciskać. Przyjaźnimy się. I tak mi kiedyś powie..
-No jasne.
-Dzięki! Jesteś niesamowita! Kocham Cie mała!
Zaśmiałam sie cicho i wyszłam z łazienki.
-Dobra, dobra, już się tak nie ekscytuj! Słuchaj, muszę kończyć. Zaraz się spóźnię do pracy.\
-Okej maleńka. Do zobaczenia jutro!
Rozłączył się.
Podeszłam do szafy, rzuciłam telefon na łóżko i szukałam jakiejś fajnej bluzki pasującej do granatowych jeansów. Ej! Chwila! Jutro? Podbiegłam do kalendarza na ścianie. No taaak! Jutro jesteśmy umówieni - Billy przygotował coś "ekstra" na moje jutrzejsze urodziny.. Ah. Dobra. Bo sie serio spóźnię do tej pracy..
Chwyciłam szybko bluzkę z długim rękawem z napisem "Route 66" i założyłam na siebie. Szybko tzn. najszybciej jak mogłam wcisnęłam się w obcisłe spodnie, chwyciłam telefon do ręki i zbiegłam na dół po schodach. Założyłam czarną torbę z Adidasa na ramię i wybiegłam z domu.
- No tak! Skleroza jednak nie boli.
Powiedziałam do siebie i cieszyłam sie, że odeszłam od domu tylko na jakieś dwa-trzy metry. rozsunęłam torebkę i podbiegłam do drzwi. Po ciągnących sie w nieskończoność poszukiwaniach kluczy w końcu je znalazłam.
- Mam was!
Uśmiechnęłam się do siebie i szybko zamknęłam drzwi.
Spojrzałam na godzinę w telefonie- 5:47.
-Cholera. Dobra.. dam radę.
Zaczęłam biec. Mijałam przechodniów z zawrotną prędkością.
...
Zmęczona i cała zdyszana stałam już pod szyldem "Dana's Kebab". Ręce miałam oparte o kolana. Moja nachylona pozycja była dośc dziwna jednak byłam zbyt zmęczona żeby myśleć o tym jak to wygląda.
-Chyba... czas zacząć dbać o kondycję...
Wysapałam cicho.
Szybko podbiegłam do drzwi wejściowych baru i wpadłam do środka.
-Dzień dobry!
Krzyknęłam. po chwili zza lady wyłoniła się ona. Wiedźma. Królowa zła- Dana, właścicielka tego miejsca. To z jej powodu nie chciałam się spóźnić. Zawsze wyżywała się na mnie. Jak już gdzieś na początku wspomniałam- była nieznośna.
-Caroline! Czy wiesz która jest godzina?!
-Am..
Sięgnęłam ręką po telefon. Pokazał godzinę 06.01
- Tak. 06:01
Dodałam ciszej.
-Właśnie! 6:01! Spóźniłaś się!
-Przepraszam.. biegłam ale..
-Cicho! Nie denerwuj mnie. Słyszę, że biegłaś! Dyszysz jakbyś miała astmę. Uprzedzam Cię! dostajesz ostatnią szansę.
-Dobrze proszę pani..
Spuściłam głowę. Czułam się przytłoczona jej poczuciem wyższości.
-Wychodzę Caroline. Nie będzie mnie przy zamknięciu. Powiadom Billyego- no tak. Ona nie wie, że go nie będzie..
-Nic nie spieprzcie.
Jak tylko usłyszałam trzask drzwi, opadłam na krzesełko.
Reszta tego dnia była spokojna. Przez bar przewinęło się kilku klientów. Ja jak zwykle podawałam im bułki z mięsem i warzywami nic wielkiego, ale za to robiłam to przez cały dzień... Eh. Przynajmniej nie było tak źle jak oczekiwałam. Tylko momentami czas mi się dłużył ale zapełniałam go czyszczeniem stolików.
Wieczorem w domu byłam tak zmęczona, że jak nigdy nawet sie nie umyłam, ba! Nawet się nie przebrałam tylko poszłam do łóżka i zasnęłam.
Z objęć Morfeusza wyrwał mnie budzik telefonu. Podniosłam się leniwie i usiadłam na brzegu łóżka. Była 12:00 więc miałam dwie godziny do przyjścia Billy'ego. Weszłam pod prysznic pochłonięta myślami. Zastanawiałam się cały czas gdzie on chce mnie zabrać. Po wyjściu z kabiny wysuszyłam włosy, wyprostowałam je, oczy podkreśliłam kreskami a rzęsy wydłużyłam tuszem. Z szafy wyciągnęłam jakąś sukienkę która nie pamiętała światła dziennego. Była zielona, kolory wiosennej trawy, miała cienkie ramiączka i sięgała mi do polowy ud. Do kompletu założyłam na nogi wysokie szare szpilki i zaszłam na dół, ponieważ zadzwonił dzwonek od drzwi wejściowych. Otworzyłam je i nie wiedziałam co powiedzieć więc wydukałam tylko głośne 'wow".
__________________________________________________________________
Mam nadzieję, że sie wam podoba :) Przepraszam za opóźnienie ale miałam dośc spore problemy z klawiaturą ;/ no cóż, z rzeczą martwą się nie wygra ;)
No więc dzięki jeżeli to ktoś przeczytał i poproszę o komentarz :)
/@FanStranger
00
00. PROLOG
Czym jest dobro i zło? Czy mogą być one połączone razem w zgodzie? Od pewnego czasu tylko te pytania krążą mi po głowie.
Dobro - dla mnie jest to chęć pomocy, wiara, miłość, zaufanie, niechęć do grzechu. Niektórzy za dobro uważają harmonię, zgodę. Inni w określeniu dobra widza tylko i wyłącznie Boga.
Zło - chęć siania postrachu, wyrządzenie krzywdy, kłamstwa, obrzydzenie do dobrych uczynków. Ludzie źli twierdza iż jest to wyzwolenie. Inni natomiast, że zło jest jedynie wytworem wyobraźni ludzi ślepo wierzących w satana, diabła.
Zło i dobro to są podstawy pojęć etycznych. Różnią sie tym, że dobro jest to a raczej są decyzje czy poczynania ludzkie ktore sa uznane przez społeczeństwo za odpowiednie a zło natomiast jest to zupełna odwrotnosc. Sa to decyzje które nie są akceptowane przez większość ludzi.
Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że dobro i zło mogą czaić się w jednym organizmie? W zgodnym ale za razem zdradzieckim układzie tkanek? Szczerze? Ja nie. Aż do pewnego momentu oczywiście.
Od jakiegoś czasu jestem wręcz przekonana, że tak wybuchowa mieszanka dobra i zła jest w ogóle możliwa. Jednak czy to jest bezpieczne? Absolutnie nie. Ale kogo to obchodzi? No właśnie. Sam dobrze znasz odpowiedź na to pytanie.
Pewnie sie zastanawiasz dlaczego o tym pisze. Otóż chce opisać moja historie i pokazać Ci, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CHCIAŁABYM CI PODZIĘKOWAĆ JEŻELI TO PRZECZYTAŁAŚ/ŁEŚ. MAM NADZIEJĘ, ŻE CI SIĘ PODOBA I BĘDZIESZ REGULARNIE CZYTAĆ MOJE FANFICTION :) BYŁABYM WDZIĘCZNA JAKBYŚ ZOSTAWIŁ/A KOMENTARZ CZY WSZYSTKO JEST OK ALBO I NIE OK :))) <3
/@FanStranger
piątek, 2 maja 2014
.
Hej! Jestem Caroline :)
Chciałabym przedstawić Wam moje pierwsze fan-fiction o Harry'm Styles'ie :)
Bardzo bym prosiła O KOMENTARZE pod przeczytanym rozdziałem ;>
Chciałabym aby w komentarzach znalazły się wszelkie uwagi dotyczące tego co jest ok lub nie jest ok w moich rozdziałach :P
Dzięki temu mogłabym się poprawić ;D!
Więc.. nie chciałabym Wam tutaj truć zbytnio...
Zapraszam do czytania :)
AAA prawie bym zapomniała.
Kontakt do mnie. Twitter; @FanStranger :)
Więc... ENJOY :)
DZIĘKUJE ANIOŁKOWI BEZ KTÓREGO BYM NIE ZAŁOŻYŁA TEGO FF : @buenoska <3 !
Chciałabym przedstawić Wam moje pierwsze fan-fiction o Harry'm Styles'ie :)
Bardzo bym prosiła O KOMENTARZE pod przeczytanym rozdziałem ;>
Chciałabym aby w komentarzach znalazły się wszelkie uwagi dotyczące tego co jest ok lub nie jest ok w moich rozdziałach :P
Dzięki temu mogłabym się poprawić ;D!
Więc.. nie chciałabym Wam tutaj truć zbytnio...
Zapraszam do czytania :)
AAA prawie bym zapomniała.
Kontakt do mnie. Twitter; @FanStranger :)
Więc... ENJOY :)
DZIĘKUJE ANIOŁKOWI BEZ KTÓREGO BYM NIE ZAŁOŻYŁA TEGO FF : @buenoska <3 !
Subskrybuj:
Posty (Atom)