sobota, 24 maja 2014

04

ROZDZIAŁ 04

Kiedy otworzyłam drzwi wyjściowe przede mną stał mężczyzna od liściku.
Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam co on tutaj robi.
-Witaj Caroline. -Powiedział formalnie.
-Am..Cześć?- Podniosłam jedną brew do góry.- Co tutaj robisz?- Byłam bardzo zdziwiona.
Przecież to nie mógł być przypadek.
-Przyszedłem Ci potowarzyszyć. -Wzruszył lekko ramionami.
W tym czasie wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz.
-Jak widzisz, wychodzę. -Miałam nadzieję, że odpuści i odejdzie.
-W takim razie przejdziemy się. -Tak. Właśnie potwierdziło się stwierdzenie, że nadzieja jest matką głupich.
-Nie dziękuję. Poradzę sobie sama.- Ruszyłam przed siebie. Nie miałam ochoty z nim przebywać. On cały był strasznie dziwny. Nie mówiąc już o tym, że nic o nim nie wiedziałam a on był już hm.. w mojej pracy, pod moim domem. To jest C H O R E. -Odczep się ode mnie- Rzuciłam niezbyt pewnym siebie tonem.
On nic nie odpowiedział. Czułam, że mi się przygląda. Usłyszałam kroki i domyśliłam się, że za mną idzie.
-Dlaczego mnie śledzisz? - Odwróciłam się do niego z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
Staliśmy centymetry od siebie. Chłopak jedynie się uśmiechał pod nosem.
-Nie śledzę Cię. -Odpowiedział trochę rozbawiony. -Ja po prostu idę za Tobą... -Przewróciłam oczami.
-Chodzi mi w ogóle!- Podniosłam nieświadomie głos. -Wiesz gdzie pracuje, gdzie mieszkam! To nie jest normalne tak dla Twojej informacji!
-I co z tego? -Uśmiechnął się. Zagotowało się w mnie. Zwyczajnie mnie irytował. Ten jego cwaniacki uśmieszek.. Ugh! -Caroline, uspokój się. -Powiedział trochę hm.. drwiąco? Czy już wspominałam, że mnie wkurza? Tak? To pewnie usłyszysz to jeszcze z pierdyliard razy jeżeli on się ode mnie nie odczepi.
-Uspokoić? Żartujesz.. prawda? -Zaśmiałam się ironicznie.
-Nie śledziłem Ciebie.. Co prawda szedłem za Twoim...- skrzywił się- ...chłopakiem -Zacisnął usta w cienką linie. -Ale to z czystej ciekawości gdzie pracujesz - Puścił mi oczko- A pod Twój dom trafiłem przez czysty przypadek. -Wzruszył ramionami.
Zmarszczyłam brwi, ponieważ nic nie rozumiałam. Że niby przez głupi przypadek trafił akurat pod mój dom z setek tysięcy innych? Uważajcie bo uwierzę.
-Jak przez przypadek? -Podeszłam bliżej. Patrzył na mnie i nawet nie mrugnął. Nie wiem jak tak można, przecież to oczy bolą,.
-Normalnie, przejeżdżałem tutaj i zobaczyłem, że stąd wychodzisz. No to co? Przecież nie spieprzyłbym takiej okazji. -Przygryzł dolną wargę.
A ja mu zaraz tutaj dam okazję! A co ja jestem?! Produkt na półce w sklepie? No przysięgam, że chyba nikt mnie tak nie denerwuje jak on..
-Jesteś jakiś psychiczny? Masz jakieś zaburzenia? -Zapytałam całkowicie poważnie a on się zaśmiał.
Myślałam, że zaraz wyjdę z siebie i stanę obok.
-Nie. Po prostu mi się podobasz... no i nie zapominaj, że jesteś moja. -Szepnął mi do ucha.
Wzdrygnęłam się. Kolejny dowód, że chyba jestem dla niego towarem z supermarketu.
-Nadal chcę żebyś mnie zostawił. -Powiedziałam chłodnym głosem i odwróciłam się do niego plecami. Ruszyłam w kierunku wcześniej wyznaczonym.
-To, że czegoś chcesz nie znaczy, że to dostaniesz. -Powiedział leniwie idąc obok mnie. -Więc gdzie idziemy? Hm? -Przeciągnął się.
-Ja do sklepu a natomiast Ty w swoją własną stronę. -Popchnęłam go lekko w ramię.
-Ty na prawdę jesteś uparta. -Pokręcił głową. -Ale ja jestem na Twoje nieszczęście oczywiście bardziej uparty. -Westchnęłam z rezygnacją i szłam dalej.
-Nie wiem czego Ty ode mnie oczekujesz. -Pokręciłam głową.- Z resztą i tak mnie masz na co liczyć. -Zdecydowanie już się uspokoiłam. Patrzyłam przed siebie a on znów się zaśmiał ale nic nie odpowiedział.


~~~~~~~
Dalszą drogę przebyliśmy bez słowa. W takich momentach facet był nawet znośny chociaż i tak irytował mnie tym, że ciągle mi się przyglądał.

Kiedy weszłam do sklepu, chłopak zniknął gdzieś za regałami. Zbytnio się tym nie przejęłam szczerze mówiąc. Właściwie to miałam taką cichą nić nadziei, że może zrezygnował i sobie poszedł. Chodząc po całym sklepie wybrałam cały koszyk produktów i nie spotkałam go. W końcu podeszłam do kasy z o wiele lepszych humorem. Niestety moje dobre nastawienie nie trwało zbyt długo. Kiedy kasjerka kasowała ostatnie produkty, obok mnie stanął chłopak.
-Już myślałam, że dałeś sobie sobie spokój. -Przewróciłam oczami.
-Myślałem, że się stęskniłaś a ty co.. -Uśmiechnął się a ja pokręciłam głową z niedowierzaniem.
Kobieta dała mi parę reklamówek które facet szybko wziął i spakował do nich rzeczy. Chciałam chwycić torby i wrócić do domu w spokoju jednak ten zabrał mi zakupy i się uparł, że będzie je niósł bo "jest gentlemanem"..

Wracając do domu nie odzywaliśmy się do siebie mimo, że czułam na sobie jego wzrok nie zamierzałam nawet tego komentować.
Po kilkunastu minutach doszliśmy pod mój dom.
- Nie myśl, że Cię zaproszę.. -Zabrałam mu szybko zakupy.
On tylko skinął lekko głową i lustrował mnie wzrokiem.
-Mam do Ciebie tylko prośbę.. -Spojrzał na mnie poważnie. -Uważaj na siebie i.. zamykaj te cholerne drzwi. -Oniemiałam.
Kiedy usłyszałam jego słowa.. Na prawdę się zdziwiłam. Czy on mówił mi to tylko po to żebym się wystraszyła ? Bo raczej mu się to udało. Od razu pomyślałam o nocy jak.. ktoś był u mnie w domu. Chociaż on nie wyglądał na takiego co w danym momencie żartuje.
Udałam, że jestem nadzwyczaj opanowana i spokojnie przytaknęłam. Bez słowa pożegnania zaczęłam zamykać za sobą drzwi ale na chwilę się odwróciłam.
-Am.. Jak Ty w ogóle masz na imię? -Spojrzałam na niego jak odchodzi.
-Harry. -Powiedział z lekkim uśmiecham kiedy się odwrócił.
Puścił oczko i odszedł.
Weszłam do domu.
Położyłam reklamówki na blacie w kuchni i wyjęłam z niej zakupy po czym schowałam je w odpowiednie miejsca. Wzięłam do ręki dopiero co umyte jabłko i zaczęłam je jeść. Do głowy zaczęły mi napływać dziesiątki myśli.
Może to on był wtedy w domu? Może to on przeniósł mnie do łóżka? Ale po co? Co on ma z tego?
Nie mogłam przestać się martwić.

~~~~~~
Po kilku minutach wyrzuciłam do kosza ogryzka i poszłam do siebie do pokoju. Zdecydowanie nie mogłam zmarnować wolnego dnia a szczególnie na myśli o nim. O Harry.
Postanowiłam posprzątać w pokoju.
Sortowanie ubrań od tych co nie nosiłam od lat do tych ulubionych zajęło mi ponad godzinę. Nie mam ich dużo. Tak wiem, tak mówi każda dziewczyna ale ja serio nie mam ich dużo. Nie jestem fanką zakupów. Nie potrafię chodzić bo sklepach i przeszukiwać wieszaków w poszukiwaniu rzeczy która jest cholernie droga.
A wracając do tematu to reszta sprzątania czyli wytarcie kurzy, odkurzenie i takie tam bzdety zajęły mi.. oh nawet sama nie wiem. Na pewno było to parę ładnych godzin. Zwłaszcza, że co chwilę słyszałam jakby ktoś wchodził do mojego mieszkania i średnio co 15 minut robiłam obchód domu z patelnią. Tak serio. Chodziłam jak ostatnia idiotka po pustym domu...
No więc była już godzina 22. Z uwagi na to, że Billy miał być za jakieś dwie godziny.. stwierdziłam, że zrobię mu coś do jedzenia. Wiem, pracujemy w barze z kebabami ale uwierz mi. Mnie się to już przejadło po dobrym tygodniu...

~~~~~~
Usłyszałam pukanie do drzwi. Idąc cicho w ich kierunku po drodze chwyciłam patelnię. Otworzyłam szybko drzwi i się zamachnęłam.
-Wooow maleńka spokojnie -Zaśmiał się trochę przerażony Billy.
-Boże.. Przepraszam Cię.. Cały dzień mam wrażenie, że ktoś jest w domu.. -Spuściłam głowę i wpuściłam go do środka.
-Spoko -Uśmiechnął się.
-Chodź. Właśnie skończyłam robić Ci kolacje - poszłam do kuchni po talerz i położyłam zapiekanki na stole w salonie. Mój przyjaciel przytulił mnie mocno i zabrał się za jedzenie.
-Dzięki. Nie musiałaś ale miło, że zrobiłaś -Zrobił kolejnego gryza.
-Nie ma za co. To tu jesteś zawsze przy mnie kiedy Cię potrzebuję więc te kilka zapiekanek to nic. -Wzruszyłam ramionami.

~~~~~~
Do około pierwszej rozmawialiśmy o jakiś głupotach ale co chwilę rozważałam opcję opowiedzenia Billyemu wszystkiego.. o restauracji.. o Harrym.
Zerknęłam na niego niepewnie.
- Co jest? -Zmarszczył czoło.
-Am.. Ja. Ja sama nie wiem.. -Patrzyłam się na swoje dłonie. - Bo jak byliśmy w tej restauracji.. No wiesz. W moje urodziny.. -Kiwnął głową, że rozumie. -Jak wyszedłeś do toalety dostałam karteczkę od pewnego faceta. Ogólnie..
-Co było na niej napisane? Numer telefonu? - Przerwał mi.
-Daj dokończyć - uśmiechnęłam się lekko.
-Okej, Przepraszam. -Zmienił pozycję
-No więc ogólnie to ją zignorowałam. No i jak Ty byłeś zapłacić za kolację to.. on. To ja go spotkałam przy łazience. Trochę mnie przeraził ale chwilę później poszedł więc.. Stwierdziłam, że to nic takiego. -Wzruszyłam ramionami wpatrzona w podłogę. Kiedy wszystko mówiłam przed oczami miałam każdy detal z zaistniałych wcześniej sytuacji. - Później. Kilka dni. Widziałam go jak biegałam..
to znaczy wiem, że to był przypadek. On nie mógł wiedzieć gdzie ja zawsze biegam -Zaśmiałam się lekko. Chciałam udać, że mało mnie to obchodzi co mówię. -Potem.. Przyszedł do mnie do pracy. Tak po po prostu. Zachowywał się jakby to była norma i wpadł na pogawędkę ze starą przyjaciółką.. I.. i dzisiaj też go widziałam. Jak chciałam iść do sklepu to on.. on tu był i ja i ja z nim poszłam.. -Łza bezradności spłynęła po moim policzku.
-On Ci coś zrobił?! -Zapytał zdenerwowany Billy.
Pokręciłam przecząco głową i kontynuowałam.
-Zwyczajnie poszliśmy do sklepu.. Ale kiedy odprowadził mnie z powrotem. Przestrzegł mnie.. Żebym uważała.. i zamykała drzwi.. -przytuliłam się do przyjaciela. - Ja wiem, że on wydaje się być niegroźny ale czuję się taka.. bezradna i skołowana. Boję się, że on jest jakimś chorym psychicznie facetem.. Że to właśnie on był wtedy u mnie w domu i.. -Po skórze leciały kolejne słone łzy.
-Ciii. Spokojnie skarbie. On Ci nic nie zrobi. Będę przy tobie cały czas i nic się nie stanie.
-Ty? N-nie możesz.. On myśli, że ja i Ty.., że jesteśmy razem i .. co jak on jest niebezpieczny i coś Ci zrobi- Pokręciłam głową.
-Cicho maleńka. - Cmoknął mnie w czoło.- Myślę, że to był męczący dzień dla Ciebie. Chodź na górę. Pójdziesz spać a ja będę siedział przy tobie całą noc.
Wstaliśmy i tak jak mówił. Ja zasnęłam w łóżku a on przy mnie siedział.


~~~~~~~~~~
Kolejne dni minęły spokojnie. Przez cały tydzień Billy nocował u mnie. Chciał żebym czuła się bezpiecznie. Oczywiście mówiłam mu, że wszystko jest okej jednak nie chciał się mnie słuchać. Dzisiaj jesteśmy razem w pracy. Jest poniedziałek czyli najbardziej zapracowany dzień tygodnia. Nie wiem czy Ci ludzie tak się zawszę zdążą stęsknić za kawałkiem bułki z mięsem i surówką przez dwa dni wolnego czy co.. No w każdym razie zawsze w każdy pierwszy dzień tygodnia bar jest oblegany. Dlatego w poniedziałki mamy półgodzinną przerwę o 17. Aktualnie zostało nam 5 minut przerwy. I tak chyba dla zepsucia humoru właśnie weszła Dana.
-Dzień dobry. -Rzuciła surowym tonem. -Jak wiecie w te wakacje zlituję się i będziecie mieli wolne. Przyszłam żeby wam powiedzieć, że Kebab zamykamy w w następny poniedziałek. Życzę wam udanych i bezwypadkowych wakacji bo nie mam zamiaru szukać na wasze miejsca zastępców. Złamiecie sobie coś? Wasza sprawa i wasz interes w tym jak tutaj dotrzecie. A więc żegnam was. -Wyszła z trzaskiem.
-Nie ma co. Jej zaletą jest szczerość -Pokręcił głową Billy.
Zaśmiałam się głośno.
-Więc za tydzień mamy wolne! -Uśmiechnęłam się i przybiliśmy sobie piątki.


________________________________________________________________________
NO HEJ :) JAKIMŚ CUDEM SIĘ WYROBIŁAM XX.
NO CÓŻ. MYŚLĘ, ŻE W NASTĘPNYM ROZDZIALE POJAWI SIĘ JUŻ SPORO HARREGO :)
MAM OGROMNĄ NADZIEJĘ, ŻE NIKOGO Z WAS NIE ZAWIODŁAM I NIE ZAWIODĘ.
OCZYWIŚCIE JAK ZA KAŻDYM RAZEM LICZĘ, ŻE NAPISZECIE MI CO SĄDZICIE O MOICH WYPOCINACH W KOMENTARZACH LUB CHOCIAŻ NA MOIM TT ---> @FanStranger :)
JEŻELI MASZ TWITTERA TO PROSZĘ, PODPISZ SIĘ NIM JEŻELI CHCESZ DAĆ KOMENTARZ :)

***CHCESZ BYĆ INFORMOWANY? ŚMIAŁO, NAPISZ W KOMENTARZU :)***


3 komentarze:

  1. lnsbslkdha to jest swietne! aw, relacja pomiedzy billym a car jest slodka <3 czekam na kolejne rozdzialy :)
    ~gomyhoran

    OdpowiedzUsuń
  2. coraz bardziej mi się podoba <3
    ciekawe co będzie dalej...

    @MusicGirl_4ever

    OdpowiedzUsuń